| Written by onix, on 01-03-2009 07:36 |
Niezwykłe spotkanie przeżył Tomasz Baran, leśniczy leśnictwa Procisne w bieszczadzkim Nadleśnictwie Stuposiany. Wracającego wieczorem z lasu leśniczego zastanowiło dziwne zachowanie zwierzyny w okolicy miejsca, gdzie wykładana jest dla niej karma. Po chwili sprawa się wyjaśniła; w leśnej stołówce, miast saren, dzików czy jeleni, kolację spożywały… niedźwiedzie.
- "Zauważyłem sarny wtulone w siebie w gęstych zaroślach obok drogi, jakby czekające na coś, potem jelenie, które również nie uciekały, też trwały w jakimś oczekiwaniu". – relacjonuje leśniczy Tomasz Baran. - "Była godzina 16.30 i zapadała już szarówka, ale wyjąłem aparat i pstryknąłem kilka zdjęć zwierzynie. Po przebyciu kilkudziesięciu metrów rzuciłem okiem w stronę karmiska i znieruchomiałem. Na balocie sianokiszonki dostrzegłem żerującego młodego niedźwiedzia, który zupełnie nie zwracał uwagi na otoczenie. Zapamiętale wyłuskiwał z balotu pojedyncze ziarna kukurydzy, sprawiając wrażenie, jakby się przy okazji świetnie bawił. Za chwilę dołączył do niego drugi, taki sam roczny „piastun”, za którym z lasu wychyliła się niedźwiedzica. Ta jednak była ostrożna, rozglądała się wciąż, szybko mnie wyczuła i wyraźnie była zaniepokojona moją obecnością. Zrobiłem zdjęcie i oddaliłem się, pozostawiać misie w spokoju".
 Zdarzenie miało miejsce w poniedziałek 23 lutego, gdy w górach leżało ponad pół metra śniegu, a mróz sięgał minus 15 stopni. W takich warunkach niedźwiedzie zazwyczaj śpią.
Edward Marszałek rzecznik prasowy RDLP w Krośnie Zdjęcia: Tomasz Baran (Nadleśnictwo Stuposiany)
|